Transcendencja świata motocyklisty.

To był wrzesień, chociaż od 5 miesięcy jeździłem już motocyklem, to wykroczyłem poza swoją czasoprzestrzeń, bo nie miałem jeszcze prawka “A”. Wiedziałem, że to co mam, jest tylko wstępem do wielkich przygód, do możliwości wyjazdu w zakazane i magiczne światy - czyli do Czech, bo przecież na kategorii “B”, nie wolno było mi tam wjechać. Nie było szans na zmianę tego stanu w najbliższym czasie, bo już w lipcu żadne szkoły nie przyjmowały kursantów, takie oblężenie w szkołach jazdy. Nie przeszkodziło mi to, by już szukać czegoś większego od Zontesa G1 125. Wymyśliłem sobie, żeby to był uniwersalny, lekki, średniej pojemności motocykl, który jest relatywnie tani, ma dostępne części, prosty w serwisie… takie rzeczy, no cóż zrobić. Na tych parametrach poszukiwania, skierowały mnie do Transalpa 600, dobra prawdę mówiąc ten koncept trochę zaszczepił mi serdeczny kolega Grzegorz. Do dziś nie jestem pewien, czy to było życzliwe zagranie z jego strony.

Poszukiwania i oszukiwania

Skoro padł wybór na pozornie nudny motocykl, taki którego wyprodukowano wielkie ilości, który mimo, że jest dualsportem, raczej miał łagodne, turystyczne życie, a dostępność do niego części jest “od ręki, to pomyślałem, że pójdzie szybko i łatwo, ze znalezieniem solidnego egzemplarza. Jakże to okazało się prawdziwe. Wystarczyły odpalić popularny portal ogłoszeniowy, by przebierać z ponad stu egzemplarzy. Nie szukałem rocznika konkretnego, polifta czy co kolwiek. Marzył mi się klasyk z kwadratową lampą, ale najważniejszy był stan techniczny. Jest i on, kandydat na miejsce w garażu. Transalp, rocznik 1999, wersja rocznicowa, na 50 lat marki Honda. Jeden własciciel przez ostatnie kilkanaście lat, kilka lat miał go w UK, od 9 w Polsce gdy wrócił do kraju. Wszystko się zgadza po sprawdzeniu historii pojazdu. Zdjęcia prawdę mówią, ładny, ba nawet bardzo ładny egzemplarz. Ma nwet boczne kufry. Rozmowa przez telefon zmobilizowała mnie, by na drugi dzień pojechać go zobaczyć.

Docieram na miejsce. Wieś głęboko schowana na uboczu od głównej drogi, jeden z ostatnich domów, właściciel czeka przed bramą wjazdową, kieruje mnie na podwórko, bym wjechał. Myślę, że fajny to mui być człowiek, skoro tak wita klienta. Parkuję, chwila rozmowy i idziemy zobaczyć moją perełkę, którą zaraz zgarnę… Motocykl stoi za rogiem, za krzakami, pod pergolą… ja się pytam - gdzie jest Transalp z ogłoszenia?! - Własciciel z rozbrajającą szczerością odpowiada, że to ten. Brudny, popękane plastiki, pordzewiałe elementy, ale odświezone sety czy co tam było, pomalowane proszkowo, to największa duma dla właściciela, a to, że odpalał cięzko, tak jak ciężko oddycha emerytowany górnik z pylicą, co pali wciąż paczkę papierosów dziennie. Do tego nie chodził na jeden cylinder, ale… patrz pan, jak ładnie ma odmalowane proszkowo sety! Próboje zejść z ceny, właściciel negocjuje ze mną, nie ja z nim. Odpadam z tego biznesu, mówię, że na OLX wygląda inaczej. Włascicel udaje zdziwionego, że nie napisał tam, że to zdjęcia sprzed 9 lat, gdy motocykl był jeszcze w Anglii. OK, jasne, rozumiem, przecież to niewinne niedopatrzenie. Na odchodne zobaczyłem kilka innych gratów w stodole, i jedno stare BMW w dobrym stanie. Myślę, że było to miejsce, gdzie gruzy kończa swój żywot, chociaz trafiły tam z nadzieją na remont, ale oszust z Tindera, znaczy z OLXa ma inne plany wobec nich. Żyćko. Tego kwiatu pół światu, znajdę innego.

Cześć, lubię podróże, sztukę, poznawać nowe smaki, aktywnie spędzać czas i rozwój duchowy oraz osobisty.
Cześć, lubię podróże, sztukę, poznawać nowe smaki, aktywnie spędzać czas, treningi na siłowni, i rozwój duchowy oraz osobisty.

Może wcześniej trochę przesadziłem z opowieścią o sobie.
OLX vs Rzeczywistość.

Trafiony strzałą amora

Kolejne ogłoszenie, tym razem blisko domu, jakieś 35 minut jazdy. To trzeba zobaczyć. Znów handlarz, znów ściemniacz. Motocykl z francji ściągnięty. hamsko pomalowane sety srebrnym sprayem, bo śruby razem z resztą naznaczone ręką artysty graficiarza. OK. To jedyny mankament, jaki widać na pierwszy rzut oka. Wgniotka na baku, delikatne obrysowanie owiewki obok lampy, nie jest źle jak na 28 letni motocykl. Oglądam dalej, z każdą chwilą przekonuję się, że nie ma co szukać więcej, bo to i tak decyzja w głowie zapadła, tylko oszukuję sam siebie.

Honda Transalp 600. Dobry stan. OLX.
Zdjęcia z ogłoszenia na OLX. Honda Transalp 600. Dobry stan, dobra cena, blisko domu - trzeba pojechać, zobaczyć.

Pojechałem, pooglądałem, pomyślałem, zarezerowałem na godzinę, bez zaliczki, bez zobowiązania do zakupu, dając sobie do namysłu czas, i na konsultację z Grzegorzem, bo przecież się zna, coś podpowie rozsądniego. Powiedział coś w stylu “Pamiętaj, kupujesz i tak kota w worku, nie wiesz jaki faktycny ma stan, póki nie zaczniesz robić serwisu.” To była kluczowa mądrość, pomagająca decyzję podjąć. Wróciłem, ponegocjowałem, kilka stów w dół, jest mój za 7200 chyba. Nie pamiętam dokładnie, a mogę mylić się o 100 zł.

Odbiór umówiony na weekend, trzeba było się w sobotę spieszyć, bo powódź nadciągała co raz szybciej, a dom i garaż właściciela leży poniżej rzeki, za wałem. Nie ma szans, by mój motocykl utonął zanim go przywiozę!!

Wypożyczyłem busa, bo nie miałem auta z hakiem “pod ręką” i jechałem z radością po moją Alpakę. Na miejscu tylko okazało się, że za wysoko czache podnosi, taka z siebie Dumna jest ta maszyna. Trzeba było zdjąć szybę, by spakować ją na pakę!

Honda Transalp 600. Kupiona, jest spokój!.
Transalp kupiony, w drodze do domu. Piękna sprawa. Jeszcze zrobić przegląd, zarejestrować i... pójść na kurs prawa jazdy kategorii A.

Tak stałem się posiadaczem pięknego egzemplarza, z kilkoma fakturami w kufrze, potwierdzającymi, że było przede mną tylko 2 właścicieli, z czego pierwazy miał go od nowości przez 19 lat!

Świadomy zakup, czy brak własnej woli?

Wyszła opowieść o procedurze zakupu i precederach handlarzy. Wiadomo jak to jest, rzekomo “każdy handlaż to złodziej i oszust”. Czy transalp to złodziej? Nie, nie skradł mojego serca, mojej głowy nie oszukał. Kupiłem go, po podpowiedziach, po poradach i trochę z rozsądku. Czy dziś kupiłbym go jeszcze raz? To pytanie jest tak trudne, że zależy jak leży. Szukając motocykla uniwersalnego, klasycznego, do którego części są dostępne, nie są przerażająco drogie i ma fajny komfort oraz klimat jazdy, to tak kupiłbym jeszcze raz.
Gdybym był bardziej świadomy, że już po kilku miesiącach Alpaka stanie się drugim motocyklem w garażu, z zamysłem, że będzie służył do jazd po bezdrożach, wybrałbym inaczej. Szukał bym czegoś lżejszego, czegoś bardziej w kategorii enduro niż dualsport. Gdyby w dupie rosły grzyby, nie trzeba by do lasu chodzić. Jest to doskonały motocykl i tyle. Lubię go, a po pełnym serwisie, ubraniu w gmole i stelaż bagażu oraz nowe opony Heidenau K60 Ranger zyskał wiele i nie jest już Osoiołkiem w trampkach, tylko Alpaką w Ttekingach!